Alaşehir

Alaşehir to miasto nieczęsto odwiedzane przez turystów. Z jednej strony powodem tego stanu rzeczy jest jego śródlądowe położenie, z dala od najważniejszej trasy wiodącej z północy na południe Turcji. Z drugiej strony — brakuje w Alaşehir jakiegoś przeboju turystycznego, który mógłby się stać magnesem dla podróżników. Najczęściej trafiają tu grupy turystów-pielgrzymów, którzy podążają śladami siedmiu gmin wczesnochrześcijańskich, wspomnianych w Apokalipsie świętego Jana. Jednakże na najwytrwalszych podróżników czeka w Alaşehir nagroda — bardzo ciekawe pozostałości kościoła z okresu bizantyjskiego, jak również parę drobniejszych ciekawostek.

Kościół świętego Jana w Filadelfii (obecnym Alaşehir)

Kościół świętego Jana w Filadelfii - galeria zdjęć

Zdjęcia z tej galerii zostały wykonane we wrześniu 2013 roku na terenie zrujnowanego kościoła świętego Jana w Filadelfii, czyli we współczesnym tureckim mieście Alaşehir. Filadelfia była jedną z siedmiu wspólnot wczesnochrześcijańskich, wymienionych przez świętego Jana w Apokalipsie.

Kościół świętego Jana w Filadelfii

Kościół świętego Jana w Filadelfii

Jednym z Siedmiu Kościołów wspomnianym w Apokalipsie świętego Jana było miasto Filadelfia, znane obecnie jako Alaşehir. Niestety na terenie miasta nie zachowały się pozostałości świątyni chrześcijańskiej z okresu działalności tego apostoła. Można tam natomiast zobaczyć ruiny kościoła z okresu bizantyjskiego, z VI wieku n.e.

Ruiny kościoła świętego Jana w Filadelfii

Beycesultan

Położony w górnym biegu rzeki Meander (tr. Büyük Menderes Nehri), na terenie Wyżyny Anatolijskiej, podwójny kopiec Beycesultan to miejsce wyjątkowo ważne dla badających najdawniejsze dzieje Azji Mniejszej archeologów. Jego waga wynika z bardzo długiej i nieprzerwanej sekwencji warstw osadniczych, z których najwcześniejsza sięga epoki późnego chalkolitu (czyli epoki miedzi).

Seldżuckie mauzoleum na kopcu Beycesultan

Tureckie "Dzień dobry"

Nasza turecka wyprawa rozpoczęła się 05.09.2011 r. o 9.00, gdy wyleciałyśmy z Okęcia niewielkim samolotem węgierskich linii lotniczych. Niewielkim, co jeszcze bardziej przewróciło mój zestresowany żołądek do góry nogami. Ten, do którego przesiadałyśmy się w Budapeszcie wzbudził we mnie więcej zaufania, wyszło więc na to, że wielkość ma znaczenie :P, oczywiście jeśli chodzi o pojazdy latające. Opóźnienie startu nasuwało wprawdzie pytania, czy aby na pewno wszystko z samolotem w porządku, ale na szczęście w godzinach popołudniowych stanęłyśmy na tureckiej ziemi. Jeszcze tylko wiza, bagaże i witaj przygodo!

Kapadocja - zgadnij kto!

Strony

Subskrybuj Turcja w Sandałach RSS